Z wizytą u lekarza

W ubiegły poniedziałek pojechaliśmy na pierwszą wizytę do nowego urologa dziecięcego. Poprzedni jakiś czas temu zamknął gabinet, więc zmuszeni byliśmy szukać kogoś nowego, by zinterpretował wynik wykonanego pod koniec ubiegłego roku badania.


Przychodnia prowadzi zapisy na godziny, umówieni byliśmy na 15.50. Wyjechaliśmy z domu wydawałoby się z odpowiednim zapasem czasu, który jednak okazał się złudny gdy przyszło nam się zmierzyć z korkami w Łodzi. Skończyło się na 30-minutowym spóźnieniu, o czym oczywiście odpowiednio wcześnie poinformowałam recepcję. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że przychodnia przeszła gruntowny remont od naszej poprzedniej wizyty, i przed wejściem czeka na nas kilka stopni w dół. Na szczęście dostrzegłam dobrze zakamuflowaną pod plandeką platformę przyschodową, ale mimo wysiłków nie udało mi się zlokalizować przycisku, który umożliwiłby nam skorzystanie z tejże platformy. Nic dziwnego, bo takowego nie było. Udałam się więc do recepcji zapytać czy można z tego udogodnienia dla niepełnosprawnych skorzystać, na co przemiła pani wydobyła z czeluści szuflady stosowny kluczyk i pobiegła nas przetransportować. Tak minęło kolejnych 15 minut. Pod gabinetem zastaliśmy kilka oczekujących osób. Pytam więc kto wchodzi następny i na którą godzinę ma umówioną wizytę. Oczywiście nasza kolej dawno minęła, więc pytam czy możemy wejść jako następni. Oczekujący pacjenci spoglądając na dziecko poruszające się na wózku niechętnie, acz jednak wyrazili aprobatę. Gdyby wiedzieli, że nasza wizyta potrwa blisko 45 minut zapewne zweryfikowali by swoją decyzję. W gabinecie bardzo miły, acz chyba nieco znużony pan doktor zdecydowanie się ożywił na widok pacjentki, która rokowała na nieco trudniejszy i stawiający wyższe wymagania przypadek. Wysłuchaliśmy bardzo ciekawego wykładu o konsekwencjach posiadania neurogennego pęcherza, kilku zaskakujących, aczkolwiek raczej nie do przyjęcia na chwilę obecną metod leczenia. Chyba go trochę rozczarowaliśmy nie wykazując zbytniego entuzjazmu na jego propozycje. Jednak przyznać trzeba, że kilka kwestii dzięki tej wizycie mi się rozjaśniło, dostaliśmy skierowanie na kolejne badanie i zaproszenie na następną wizytę. Czy skorzystamy? Zapewne tak, bo na szczęście ostateczne decyzje w sprawie leczenia należą do nas. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *